wtorek, 27 września 2016

Odkrycia miesiąca


Dzisiejszy post będzie troszkę inny niż dotychczasowe posty tego typu. 
Zapraszam Was na mały przegląd rzeczy, które wyjątkowo wpadły mi w oko w tym miesiącu. I uwaga, nie będą to to tylko kategorie "modowe". Wręcz przeciwnie, tym razem, pogadam trochę o innych sprawach, bo ile można gadać o ciuchach, prawda? ;)


Coś do domu

 


Bardzo lubię odkrycia "wnętrzarskie" i chyba żadne zakupy nie satysfakcjonują mnie tak, jak właśnie te domowe.
Z lampami mam zawsze problem, bo przywiązuję do nich ogromną wagę i bardzo długo szukam swojego ideału. Dla mnie to wyjątkowy dodatek, który nadaje wnętrzu charakteru.
Podczas przekopywania internetu w poszukiwaniu idealnych lamp do sypialni, na wielu zdjęciach skandynawskich wnętrz spotykałam tę właśnie lampę - delikatną i lekką, uformowaną z pierza. Wydała mi się wprost idealna do sypialnianych zakamarków, ale jak widać na załączonym zdjęciu, sprawdza się wszędzie. 
Znalezienie jej okazało się dość łatwe - to lampa EOS. Występuje w kilku rozmiarach i kolorach.
Ja wybrałam białą w rozmiarze mini... bo małe też jest fajne :)

Lampa w mojej garderobie
Zdjęcie - Alvhem

Coś dla ducha




Do kina nie chodzę ostatnio zbyt często, ale po przeczytaniu recenzji Zwierza, nie mogłam nie wybrać się na film o kimś, z kim tak doskonale mogę się utożsamiać ;)
A mowa o najgorszej śpiewaczce świata - Florence Foster Jenkins, która żyła naprawdę i regularnie dawała popis swego talentu (a raczej jego braku). Ja również regularnie daję popis braku swego talentu... ale rzecz jasna, nie publicznie ;)

Łatwo się na tym filmie uśmiać do łez... łatwo się też prawdziwie wzruszyć. Aktorzy dają popis swoich umiejętności komediowych, ale nie tylko. Film, bowiem, nie ma za zadanie wyśmiewać, ale pokazywać, co w życiu się naprawdę liczy.

Mnie ta historia prawdziwej miłości, oddania i lojalności, a przede wszystkim odwagi w dążeniu do spełniania własnych marzeń, złapała za serce. I dała też chwilę refleksji, nad tym jak łatwo sami rezygnujemy z własnych marzeń i dlaczego tak naprawdę to robimy...




Coś dla oczu




Nie jestem wielką fanką błyskotek i na co dzień nie noszę zbyt wielu ozdób. Jednak kiedy zobaczyłam ten wyjątkowy delikatny złoty łańcuszek i srebrną przypinkę w kształcie listka monstery od Vander jewelry, wiedziałam że muszą być moje. 
Chyba mało kto tak bardzo potrzebuje roślinek w swoim otoczeniu tak jak ja. Z powodów "kocich" w domu ocalały tylko kaktusy, hihi. Fanie jest mieć ulubiona monsterę tylko dla siebie :)


« Nowszy post Starszy post »

10 komentarzy

  1. Piękny łańcuszek, ale koszula jeszcze piękniejsza :) gdzie można taką zdobyć??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moja ulubiona ostatnio koszula z Wranglera :)

      Usuń
  2. Super post, lampa jest wspaniała :)
    Po garść inspiracji i fajnych dodatków wnętrzarskich zapraszamy do siebie!
    https://www.facebook.com/makeinwood/?fref=ts

    OdpowiedzUsuń
  3. Przed filmem ze Streep w roli Jenkins byla nasza rodzima Boska, spektakl teatralny z rewelacyjna w tej samej roli Krystyna Janda. Wiec jesli podobal Ci sie film, to polecam teatr- sztuke wciaz mozna obejrzec na You Tube. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, słyszałam o tym spektaklu, ale jeszcze go nie oglądałam. Musze koniecznie to zrobić :)

      Usuń
    2. Jest fantastyczny! Koniecznie!

      Usuń
  4. Jestem zachwycona naszyjnikiem :) Jest piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. na Boską Florence muszę iść! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Kobieto! lepiej pisz skąd ten dywan <3
    ;)

    OdpowiedzUsuń

Popularne Posty

Instagram