środa, 1 lutego 2017

A co w kinie?



W ciągu ostatniego tygodnia, udało nam się być w kinie aż dwa razy. Jak na nas, to świetny wynik. Zazwyczaj wybór filmu i dyskusje nad poszczególnymi propozycjami zajmują nam tyle czasu, że często zostajemy z niczym. Bywa i tak, że zwyczajnie, akurat nie leci nic, co nas ciekawi na tyle, by specjalnie do tego kina podjechać (niestety nie ma kina w naszym mieście). 

Swego czasu, niedaleko naszego miasteczka, znajdowało się kino, do którego bardzo lubiliśmy jeździć - stare, klimatyczne, z parkietem, kotarami i drewnianymi siedzeniami. Pachniało rozkosznie tym starym drewnem, miało niepowtarzalny klimat... 
Niestety aktualnie, staje się ono typowym multipleksem, sprzedano fotele, miejsce odarto ze wspomnień. Dla mnie, to wielka strata.
Ale wracając do filmów, które ostatnio widzieliśmy....


Pierwszym filmem był "La La Land", musical z Emmą Stone i Ryanem Goslingiem (tak, wiem, że niektórym wystarczyłoby wiedzieć już tylko tyle ;)).
Film nominowany jest do Oscara aż w 14 kategoriach... i szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia dlaczego. Owszem, jest to dobrze zrobiony musical, a w tym gatunku filmowym jest to, ostatnimi czasy, prawdziwa rzadkość (pewnie stąd ta chęć wyróżnienia), jednak jestem pewna, że można znaleźć ciekawsze, czy bardziej wartościowe filmy.

I teraz się Wam przyznam, nie jestem wielką fanką musicali. W teatrze muzycznym tak, w kinie już mniej. Czuję się często zażenowana. Podczas seansów spoglądamy z Adamem na siebie nerwowo i mimowolnie zaciskamy szczęki... Miałam tu takie momenty, zwłaszcza na początku filmu, jednak tak bardzo potrzebowałam miłej historii i zwyczajnego kinowego relaksu, że postanowiłam wczuć się w klimat filmu... i mi się to raczej udało. Wyszłam z kina zadowolona, odprężona i lekko wzruszona.
Historia jest, co prawda, nieco banalna, a film nabiera tempa dopiero pod koniec, jednak to taka sympatyczna opowieść, taka piękna scenografia, kostiumy....
To, co najpiękniejsze w tym filmie, dla mnie, to muzyka. Muzyka jest rewelacyjna i nawet jeśli nie jesteście fanami jazzu, poczujecie ten rytm i brzmienie. Porwie Was dźwięk trąbki i klawiszy, ten bardziej żywiołowy czy ten nieco bardziej w stylu Milesa Davisa. Nieważne, bo to dźwięk tworzy klimat tego filmu.


Wczoraj obejrzeliśmy natomiast film reżyserii Marii Sadowskiej "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" i od pierwszych minut, wiedziałam, że ten film to akurat moja bajka.
Mimo że urodziłam się za późno, by dobrze pamiętać czasy PRLu, rodzinny dom przesiąknięty był tamtym klimatem - meble, fryzury, ubrania. Tata jeździł małym fiatem, mama malowała usta na perłowo. W pokoju stała fornirowana meblościanka, w albumie pełno było zdjęć. Sąsiedzi siedzieli razem na ławeczkach przed domami, palili papierosy, chętnie sobie pomagali we wszelkich pracach. Ludzie nie mieli wtedy zbyt wiele, ale byli sobie bliżsi, serdeczniejsi. Tak to wspominają moi rodzice.
 Gdy byłam starsza, wiele się nasłuchałam o przełomowości książki Wisłockiej. Starsza siostra opowiadała mi jak, jako dzieciak, ku rozpaczy rodziców, wyciągnęła tę "zakazaną" książkę ze skrytki celem jej kolorowania ;)

Ale wracając do filmu.... Nie zwracajcie uwagi na pruderyjne opinie, traktujące ten film jako maraton sexu, dziwaczne porównanie do pewnego filmu, którego premiera ma nadejść w Walentynki (i który mnie bardziej poraża niż ekscytuje ;))
Dla mnie "Sztuka Kochania..." to coś o wiele więcej niż poszczególne sceny stosunków. To niesamowita historia wyjątkowej kobiety, która nie do końca umiała ułożyć życie sobie, w zamian układając życie innym (obcym) ludziom.
Walka z cenzurą, walka o lepsze życie oraz prawa kobiet (jakie to dzisiejsze), walka o miłość... Do tego wierne oddanie ducha tamtych czasów - świetne kostiumy, scenografia. Jakież wzruszenie mnie złapało, gdy w mieszkaniu Wisłockiej dojrzałam moją ścianę malowaną wałkiem... Świetny, warty zobaczenia i zrozumienia. Ja się wzruszyłam, bardziej niż na "La la Landzie".



A czy Wy oglądaliście któryś z tych filmów? Podobały się Wam? 
A może polecicie jeszcze coś innego?


« Nowszy post Starszy post »

25 komentarzy

  1. Kocham jazz i musicale, wiec na La La Land na pewno się wybiorę. Choć polskie filmy z gatunku biograficznych też mnie kręcą. Dobre wybory, Zuza:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie się wybierz, warto :) Pozdrowienia

      Usuń
  2. Oglądałam te same filmy i bardzo mi się podobały!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z ciekawością przeczytałam Twoje opinie o wybranych filmach i ...mam identyczne odczucia;)
    "La la land" jest faktycznie ładnym filmem, lekkim, dobrze się go ogląda, choć są momenty przesłodzone ale wszystko wynagradza muzyka, dla mnie fantastyczna, lubię takie klimaty.Odprężający, kolorowy;)Ale taka ilość nagród?Też mam wrażenie że przesadzona.
    Co do "Sztuki kochania" jestem zaskoczona, nie spodziewałam się tak momentami zabawnego scenariusza.Postać głównej bohaterki świetnie stworzona i tak samo zagrana. Sceny zbliżeń dla mnie niesamowite, nie mogłabym się tam doszukać jakiegokolwiek nawiązania do scen pornograficznych, jak podczytywałam w necie, były bardzo prawdziwe, naturalne, ludzkie. Sama Wisłocka podchodziła do seksu jak do czegoś naturalnego, porównując go do jedzenia czy picia i to się w filmie udało pokazać. Muzyka jak dla mnie super, uwielbiam klimaty Nalepy, Kubasińskiej, no super;)
    Pozdrowienia i pisz o oglądanych filmach, mamy podobne gusta , będę się sugerować w wyborze;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i jak czytam Twój komentarz, to widzę, że masz naprawde podobne zdanie na temat tych filmów, tak kompleksowo.
      I masz rację, sama się zastanawiam, czy te komentarze o pornograficzności czy brzydocie ukazanego sexu, to pruderia, niedojrzałość, czy zwyczajnie zupełnie inne gusta filmowe... Książka wydana tak dawno, a niektóre opinie zupełnie, jak sprzed lat, prawda? pozdrowienia

      Usuń
  4. W tym tygodniu byłam też na tych filmach i w 100% utożsamiam się z Twoim zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w tym tygodniu po raz pierwszy od urodzenia Gustawa (czyli od prawie 10 miesięcy!) wyszłam do kina. Wybór był trudny, bo przy czwórce dzieci moja pasja kinowa poszła z lekka w odstawkę, więc film musiał być super. I był - Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie - świetne włoskie kino. Przygnębiające strasznie, momentami okrutne dla psychiki, ale jednocześnie smutna prawda o ludzkich słabościach podana w tak lekkiej formie, że śmiałam się więcej razy niż przypuszczałam, że będę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi ciekawie, może zawitam w kinie trzeci raz, dzięki za polecenie :)

      Usuń
  6. Cieszę się ze miałam okazję być na tych dwóch filmach ostatnio dzięki czemu mogę skonfrontować Twoją opinię z moją własną. A jest totalnie odmienna :) La la Land - zgodzę się ze muzyka genialna, dawno nie było w kinie takich dźwięków. Ale też był to film który na długi czas po seansie zostawił mnie z przemyśleniami, został w głowie i uporczywie zmuszał do pewnych wniosków. Lubię filmy które ze mną zostają na dłużej. Plus Emma Stone która kupuje we wszystkim. Dla mnie ta kobieta to petarda - urodowo, aktorsko i osobowosciowo :)
    Natomiast Sztuka kochania kompletnie mi się nie podobała. Stylistyka, kostiumy, scenografia - tutaj zgoda, było super. Natomiast coś mi nie grało, nie wyciągnęłam z tego filmu nic poza niesmakiem. Pani Boczarska zagrała świetnie ale dla mnie jest tak niemożebnie irytująca ze nie pozwala mi się to w pełni skupić na filmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że napisałaś, bo jesteś pierwszą osobą w moim gronie, która ma takie zdanie. I to dobrze, bo każdy ma prawo do własnej opinii. Każdy lubi coś innego. Od wielu czynników to zależy, z pewnością nawet od wieku.
      La la land mi się podobał, Emma jest urocza i śliczna, jednak dla mnie to typowy hollywoodzki film. Ciągle gdzieś mi tam się kojarzył z różnymi innymi filmami, temat popularny, ale ładnie i ciekawiej pokazany.
      Ja chyba bardziej wczuwam się jednak na historiach prawdziwych. Lubię polskie filmy.
      Boczarska bardzo wiernie ukazała postać, bo Wisłocka właśnie taka była (jej córka twierdziła, że prawdopodobnie miała Zespół Apergera ;)). Ja lubię przed filmem poczytać wywiady czy poznać fakty z życia bohaterów, wtedy film jakoś inaczej się ogląda, inaczej się podchodzi do wielu spraw.
      Ja z filmu wyciągnęłam wiele i to kompleksowo, z przyjemnością cofnęłam się do czasów moich rodziców, przypomniałam absurdy i trudy tamtych lat.
      Dla mnie to była też historia wielkiej, niespełnionej miłości. Temat podobny, jak w LaLaLandzie, tylko inaczej pokazany, według mnie dojrzałej, "mniej ładnie", ale prawdziwiej. Trudno jednak pod tym względem, porównywać tak dwa różne gatunki filmów. Musical rządzi się przecież innymi prawami i fajnie, że w końcu powstał jakiś na poziomie :) Z miła chęcią obejrzę go kiedyś ponownie.
      Pozdrowienia

      Usuń
    2. Co do wieku to mam 28 lat więc myślę ze jesteśmy w podobnym wieku. Byłam też z mamą 50+ której film również się nie podobał. Mamy po prostu inne upodobania :) myślę ze to bardzo dobrze, to zmusza twórców do kreatywności i szukania co raz to nowych form artystycznych :)

      Usuń
  7. To ja bym na Sztukę kochania poszla na pewno :) pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam na Sztuce Kochania i bardzo mi się podobało. Mnie interesuje ta produkcja także od kulis, tego w jaki sposób jest promowana, jak wyglądała praca kostiumografa czy ilustratora. Wiesz, że wykupiono autentyczne wzory z lat 70. od Muzeum Włókiennictwa w Łodzi i na ich podstawie zaprojektowano stroje oraz wystrój wnętrz? Pisałam o tym i innych ciekawostkach u siebie :)

    Natomiast co do La La Land... ciągle się zastanawiam czy iść do kina :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetnie :) Bardzo ciekawe.
      A la la land warto zobaczyć, przyjemny film :)
      Pozdrowienia

      Usuń
  9. Z chęcią obejrzałabym ,,Sztukę kochania", jednak najpierw przeczytam książkę :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nie byłam jeszcze na żadnym z tych filmów. I w ogóle to chciałam iść raczej na "Kot Bob i ja", ale w ubiegłym tygodniu w Krakowie grali to w tygodniu tylko w jednym kinie o godzinie... 13:00 :| W tym za to o 10:30...
    A poza tym to chciałam powiedzieć radosne "czeeeeesc" :D Jestem tu po raz pierwszy - Facebook od jakiegoś czasu podpowiadał mi Twojego bloga i w końcu dałam się przekonać. I bardzo się z tego cieszę! Jest tu tak niesamowicie przyjemnie! I jeszcze włóczkowe posty! Nie wiem jakim cudem dopiero teraz tutaj trafiłam :)

    Pozdrawiam i możesz być pewna, że będę zaglądać :)
    E.

    OdpowiedzUsuń
  11. :) ja musicali nie lubię... jedyny który obejrzałam kilka lat temu to Mamma Mia, no i teraz La La Land - poszłam, bo tam moi ulubieni aktorzy, no to poszłam i córka namawiała, bardzo mi się podobał chociaż ten szczękościsk miałam na początku filmu... wiesz ta scena z na tych samochodach i pomiędzy... no słabo mi było, ale potem, wyszłam zachwycona, jak dziecko po dobrej bajce... ;)a co do Sztuki, no niestety na krajowe filmy nie chadzam od lat 70-tych , coś złego porobiło się w naszym kinie, i z dźwiękiem i światłem i gra aktorską zbyt teatralna i przegrywaną jak na moje gusta film to film a teatr to teatr... no nie poradzę, lubię kiedy reżyser wierzy w inteligencje widza a nie mu serwuje dosadne treści, obrazy i sformułowania, żeby za dużo nie wykumał ponad wyobrażenia twórcy... same czasy Wisłockiej doskonale pamiętam, i uważam, że to co wtedy działo się w sferze sexu, to był wręcz purytanizm w porównaniu z tym co dzieje się teraz, a sama Wisłocka była wręcz konserwatywna w poglądach :)... ale to już osobny temat ;)
    serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki za świetny komentarz.
    Mój szczękościsk objawił się w tym samym momencie (plus przy przygotowaniach Emmy do wyjścia z dziewczynami ;)).
    Co do polskich filmów... są chyba dwie kategorie - totalnie do kitu (uważam za takie głównie aktualne i niestety popularne polskie komedie, zwłaszcza te romantyczne) i całkiem ambitne kino. Nie wiem, czy oglądałaś "Bogowie", bardzo dobry. Wisłocka to podobny klimat. Filmy oparte na prawdziwej historii ważnych dla naszej kultury osób to jednak zupełnie inna bajka i musisz to zobaczyć :)
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  13. tak, te przygotowania do wyjścia też mnie zmroziły :)) ale to właśnie te momenty kiedy reżyser robi Cie w konia, uwielbiam być pozytywnie zaskoczona :) tak samo czułam się na Ukrytym pięknie - czyli zrobiona w konia i na Pięknym umyśle... no kilka by można jeszcze produkcji poszukać :) a co do Bogów, na razie poprzestałam na oglądaniu zdjęć które w czasie kręcenia filmu robił przyjaciel mojego męża, ale skoro nalegasz... obejrzę i dam znać :) natomiast oskarową Idą się rozczarowałam i Miastem 44, ale cóż czekam nieustająco na cud ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idą wiele osób się rozczarowało, ja jeszcze (wstyd przyznać), przez te opinie, nie obejrzałam.
      Sprawdź koniecznie te filmy i daj znać.
      Pozdrowienia

      Usuń

Popularne Posty

Instagram