piątek, 19 maja 2017

Sycylia - Trapani, włoskie mieszkanie


Dzisiaj zabiorę Was do naszego włoskiego mieszkanka w Trapani, oprowadzę po wąskich uliczkach miasta i opowiem, co ciekawego można tam robić.






Centrum Trapani jest naprawdę urokliwe i atrakcyjne turystycznie i choć obskoczyliśmy je całe już pierwszego dnia, nie odebrało nam to przyjemności przechadzania się tamtędy w kolejne dni naszego pobytu, a wręcz dało okazję do intensywnego testowania okolicznych przysmaków.
We Włoszech jedzenie jest bardzo ważne, jedzenie to przyjemność, to ważny moment w trakcie dnia. Śniadania przy kawie je się słodkie, ale najważniejszym posiłkiem dnia jest kolacja. To nie do końca mój rytm, ale starałam się wpasować i nawet nauczyłam (i pokochałam) pić mocną, czarną kawę.

Typową sycylijską potrawą (streetfood) jest na pewno aranchini - kule ryżowe nadziewane rozmaitymi farszami. Mi najbardziej smakowało tradycyjne - z mięsem, groszkiem w pomidorowym sosie. Były naprawdę dobre.
Adam zajadał się lodami w bułce. Nie do końca rozumiałam to uwielbianie do wielkiej słodkiej buły (takiej trochę w typie 7daysa) wypełnionej lodami i śmietaną. Przepadłam za to za tradycyjnym canollo - rurkami wypełnionymi serem ricotta. Znalezienie ideału zajęło mi sporo czasu, a dla mnie ideałem była chrupiąca cienka rurka i gruboziarnisty soczysta i nie za słodki serek. Wspaniałe.

Jeśli znajdziecie się w Trapani, nie możecie zapomnieć o pizzerii Calvino. Ale jeśli chcecie stolik, w jednej z wąskich cel, musicie go zarezerwować. Inaczej będziecie stać w długiej, bardzo długiej kolejce i zabierzecie swoją idealną pizzę do domu lub zjecie na szybko przy ladzie.
Pizza jest tam naprawdę pyszna. Widziałam jak jest robiona. Trochę masowo, bo stoją tam tłumy ludzi, ale z lubością i uwagą. Nad wszystkim czuwa Pan Calvino, właściciel. Nasza pizza pachniała świeżymi pomidorami, idealnie dobranymi składnikami, ociekała oliwą. Była doskonała.

Przy naszym włoskim mieszkanku, w którym mieszkaliśmy pod koniec urlopu, znajdował się mały sklepik (Via Liberta). Sprzedawało w nim małżeństwo Włochów. Dogadywaliśmy się trochę po angielsku, trochę po włosku, trochę na migi, ale było sympatycznie. Co dzień witaliśmy się w drzwiach, często robiliśmy też u nich zakupy. Mieli świeżą ricottę, domową pizzę z blachy i przepyszne ciastka (oczywiście nadziewane ricottą).

Było też pewne mniej tradycyjne (a bardziej nowoczesne) eko miejsce, na głównej ulicy (Corso Vittorio Emanuele), gdzie można było wypić owocowy sok i zjeść przepyszną sałatkę. Wszystko organiczne, zdrowe i świeże i przygotowywane na miejscu, na widoku. To miejsce polecam wszystkim, którzy właśnie poszukują alternatywy.
Kawałek drogi od centrum znaleźliśmy też małe targowisko ze świeżymi owocami. Kupowaliśmy tam pomarańcze, cytryny i truskawki, które pałaszowaliśmy na plaży i na naszym balkonie.
Piliśmy hektolitry czarnej kawy i odpoczywaliśmy...



anty-NMDA

http://www.poradnikzdrowie.pl/sprawdz-sie/badania/przeciwciala-antyneuronalne-badania-jak-interpretowac-ich-wyniki_37060.html








Widok na patio hotelu Ai Lumi, niżej widok z balkonu tego hotelu


Starszy post »

8 komentarzy

  1. sukienka nie w moich kolorach,ale te pierwsze zdjęcie na balkonie i te robione przez drzwi - no cudo! zawsze chciałam takie mieć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzie kupilas te sukienke z ostatniego zdjecia? Wygladasz fantastycznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wesoła kumoszka22 maja 2017 10:52

    Zdjęcia fantastyczne. Można wręcz poczuć klimat Włoch. Obserwuję Twojego bloga od baaardzo dawna i muszę przyznać, że nie tylko Ty przeszłaś metamorfozę ale i zdjęcia, które zamieszczasz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Popularne Posty

Instagram