piątek, 11 sierpnia 2017

Rośliny we wnętrzu





Pozostając w tematach mieszkaniowych, chciałabym dzisiaj pokazać Wam moje ulubione rośliny doniczkowe.

Nie wiem, jak Wy, ale ja, oglądając zdjęcia pięknie zaaranżowanych wnętrz, dużą uwagę zwracam właśnie na  rośliny i kompozycje kwiatowe. Zachwycają mnie wszystkie, nawet te niepozorne, malutkie wazoniki z pojedynczymi kwiatami. Ustawione w nietypowych miejscach, jak łazienka czy blat kuchenny, bardzo mnie inspirują.
Rośliny są dla mnie jednym z najważniejszych elementów wystroju mojego domu.
Bardzo lubię zieleń we wnętrzach. W jasnych i prostych dopełniają całości, dodają charakteru i pięknie komponują się ze stonowanym tłem. Dodatkowo, świetnie wpływają na nasz nastrój, sprawiają że wnętrze staje się przytulniejsze i przyjazne.

A teraz trochę pomarudzę... ;) Gdybym tylko mogła, w każdym pokoju stałby wazon z kwiatami czy gałązkami, jednak niestety nie mogę tego zrobić ze względu na moje koty. Z uporem maniaka, wyciągają wszystko, co pachnące i zielone. Kwiaty doniczkowe nie interesują ich w takim stopniu, jak właśnie te cięte. Fryś - domowy florysta - zębami wyciąga każdą pojedynczą gałązkę i układa równolegle (!), rządkami wokół siebie. Czasem obgryza kwiatowe łebki i napawa się ich widokiem. Kiedyś ozdobił mi tak całe łóżko. To niesłychane...
Pogodziliśmy się już z tym, że mamy koty - szkodniki i postawiliśmy na rośliny doniczkowe. Część z nich jest potencjalnie niebezpieczna dla zwierzaków, jednak nasze koty chyba instynktownie to wyczuwają i zostawiają je w spokoju.



Ogromnego fikusa sprężystego udało mi się uratować przed śmietnikiem. Przymarznięty, zaniedbany trafił do naszego salonu i chociaż nie dawałam mu większych szans, dobrze się tu czuje - wypuścił już chyba kilkadziesiąt nowych liści i wygląda coraz piękniej. Fryś uwielbia spać na fotelu pod tym "drzewkiem" (może czuje się jakby spał pod palmami?). ;)





Mamy dwie monstery w domu. Jedną wyhodowała dla mnie moja przyjaciółka, w momencie kiedy nie mogłam zdobyć nigdzie indziej tej rośliny. Był to najlepszy prezent, jaki mogłam sobie wymarzyć, niesamowicie mnie ucieszył. Każdy kolejny, wypuszczony pod naszym dachem liść, stał się okazją do świętowania i zachwytów.
Drugą monsterę dorwałam w Ikei. Była tak ładna i stosunkowo niedroga, że żal było nie brać. Teraz szukam dla niej właściwego miejsca w domu.




Bluszcze to tanie i bezproblemowe roślinki. Pokazywałam Wam już kiedyś, jak oplatają moje okno w salonie. Rosną sobie powoli i pną się coraz wyżej. Dobrym pomysłem jest nadawanie im kształtów za pomocą drucików.
Ten na komodzie, kiedyś wyglądał wprost katalogowo, jednak trochę nierozważnie przymroziłam go zimą i teraz dopiero odżywa.
Trzymam za niego mocno kciuki, bo świetnie wyglądał w oknie.





Dawniej, kompletnie nie miałam głowy do kwiatów i praktycznie każdego potrafiłam dobić. Najwięcej więc w moim domu uchowało się kaktusów. Do tej pory bardzo je lubimy, bo są bezproblemowe i ciekawie wyglądają na półkach. Dodatkowym ich plusem jest to, że kolcami odstraszają koty przed ciągłym wchodzeniem na regały. 
Moim ulubieńcem jest Albert (trzymam go na pierwszym zdjęciu) - największy okaz w domu. Czesiu uwielbia wykopywać mu ziemię z doniczki, a Frysiu próbował go nadgryźć. Koci nos szybko dostał nauczkę ;)




 Pilea (pieniążek) to kolejna roślinka, która po latach wraca do łask. To też kolejny prezent od mojej przyjaciółki. Ma dziewczyna oko i rękę do kwiatów, zawsze zaskoczy mnie jakimś cudnym, roślinnym podarunkiem.
Zdecydowanie uwielbiam moją pileę, jest łatwa w pielęgnacji i taka urocza. Nie zajmuje dużo miejsca, nie rzuca się w oczy tak bardzo jak okazałe fikusy, jednak bardzo ją lubimy i jest naszym roślinnym oczkiem w głowie..




I na koniec, mój najnowszy nabytek - figowiec lirolistny (dębolistny). Ma piękne okazałe liście i zwartą pionową formę. Niesamowicie mi się podoba. Wypatrzyłam go w internecie i jakimś cudem dotarł do mnie cały i zdrowy. Szukam mu teraz miejsca w domu, bo  trochę zaskoczył nie swoim rozmiarem. Adam śmieje się, że kupiłam wyrośniętą kapustę, a ja przepadam za naszym nowym nabytkiem. Przyznajcie, że jest wspaniały :)




 Muszę Wam przyznać, że tak naprawdę od niedawna, na poważnie, zainteresowałam się roślinami w moim domu. Nigdy nie miałam ręki do kwiatów. Do teraz, to Adam lepiej pielęgnuje nasze kwiaty... ;)
Na mojej liście jest jeszcze na pewno sporo kwiatów, m.in. oliwka, zabawny, trochę przypominający palmę, cykas i coś wiszącego, np. uroczy, kuleczkowaty starzec. Będę Wam pokazywać moje roślinne postępy.

A może Wy polecicie mi jakiś roślinki? 
Może macie jakieś, które wyjątkowo lubicie?

« Nowszy post Starszy post »

12 komentarzy

  1. Ja próbuję z Monsera. Trzymam liscie w wodzie, wyczytalam,ze po 2 tygodniach wypusci korzonki, minęly dwa tygodnie i póki co nic. Ale poczekam jeszcze trochę. Pamiętam,że zawsze mieliśmy dom pełen kwiatow, w kuchni przez cała dlugosc pod sufitem byla polka z kwiatami. Bardzo mi sie bie podobalo. Dopiero po latach sie docenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie rośliny są w mieszkaniu konieczne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. śliczne rolinki :) ja mam jakieś palmiaste mini drzewka z biedronki i dwa sukulenty :) często też zrywam polne do wazonu i mam zasuszoną lawendę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja żałuję, że mam takie małe mieszkanie i nie mam gdzie sobie powstawiać takich kolosów. Zwłaszcza ten figowiec jest boski!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne rośliny! Zaintrygowały mnie osłonki na doniczki dla figowca i monstery. Czy to kosze? Mogłabyś zdradzić miejsce nabycia? :) Przeżywając szok pourlopowy wpadłam w amok "odświeżania zieleniny", jak mówi mój mąż :) Jakimś cudem udało mi się upolować Monsterę w Ikei, całkiem okazały okaz, wypuszcza liście jak szalona (chyba dobrze trafiłam z miejscem). Do tego dołączyły dwie Hedery. Od dawna mieszkają z nami 2 Zamiokulkasy, fiołki, różne odmiany Storczyków, kilka Sukulentów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z ciekawostek: łosie rogi - pieknie komponowałyby się na granatowej ścianie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wkrótce przeprowadzka do małego własnego mieszkanka i dlatego już od kilku miesięcy hoduję kwiaty. I myślę, że będę mieszkać w dżungli. Ew to kwiaty będą mieszkańcem, a ja tylko gościem we własnym domu :D

    Pozdrawiam,
    Zuza

    OdpowiedzUsuń
  8. Sansewierie są najpiękniejsze :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Ooo a wlasnie wczoraj dostalismy Pieniazka na rocznice slubu:D
    Pieknie masz w domu!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz całą masę pięknych kwiatów i nadają niesamowitego klimatu w Waszym domu. Ja póki co mam tylko sukulenty, jakoś do większych nie mogę się przekonać a kaktusy przetrwają dłuższą nieobecność w domu, więc nie ma z nimi takiego zachodu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dom bez roślin, to dla mnie nieporozumienie. :) Też jestem kwiaciarką, kwiaty zawsze dostawałam - wyhodowane -od babci, mamy, teściowej, ostatnio sama zaczęłam kupować, abym nie musiała patrzeć wciąż na te same gatunki. :) Piękne wnętrza, no i zwierzaki. Pozdrawiam cieplutko. Jestem tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja mama kocha kwiaty więc w domu mamy ich dziesiątki :) od małych sukulentów, po wielkie draceny, szable, zamioculcasy po olbrzymią prawie już dwumetrową monsterę, starą jak świat :) uwielbiam Twoje wnętrza, są takie przytulne <3

    OdpowiedzUsuń

Popularne Posty

Instagram